Na blogu Trenerów TeTa omawiamy Świadome życie.
Mój wpis dotyczył świadomości w partnerstwie. Uważam, że jeśli chce się mieć udany związek, to nie można funkcjonować na niskim poziomie świadomości.
Chcę przedstawić świeży przykład z mojego jeszcze niedużego :) małżeńskiego stażu.
Mamy z mężem wspólny samochód, który kupiliśmy sobie jako prezent ślubny. :)
W zeszłym tygodniu niefortunnie zaparkowałam przy chodniku. Efektem był (właściwie jest) porysowany lekko zderzak. Może nie przejęłabym się tym tak bardzo w przypadku starszego samochodu męża, ale ten mamy zaledwie kilka miesięcy, poza tym jest ładny i w ogóle staramy się dbać o niego i nie traktować jak kupy metalu, którą w razie czego się wymieni jak już będzie nieciekawie wyglądał.
Powiedziałam mężowi o tym incydencie licząc się z tym, że może go to trochę poruszyć (dla osób, które mogą zastanawiać się czemu nie użyłam słowa: zdenerwować wyjaśniam, że nie wyobrażam sobie by partner się na mnie denerwował i nie biorę tego pod uwagę w ogóle).
Widząc moje przejęcie sprawą pocieszył mnie i wytłumaczył, że nie ma mi tego za złe (piszę wytłumaczyć, bo ja sama w tej sprawie miałam większy żal do siebie, niż on do mnie). W dodatku może to być dla mnie dobra lekcja, by być bardziej uważną.
Postawa męża w tej sprawie była dla mnie niesamowitym doświadczeniem. Przyzwyczajona jeszcze z dzieciństwa, że o każdą rozlaną herbatę robi się złośliwe uwagi, poczułam się potraktowana z dużym zrozumieniem, uczuciem i szacunkiem. Poczułam, że jestem ważna dla mojego partnera.
Zderzak można przecież przywrócić do stanu wyjściowego, natomiast obniżone poczucie własnej wartości i zaufanie trudniej odbudować.
To była dla mnie wspaniała lekcja w wykonaniu mojego partnera, jak można świadomie podchodzić do rozwiązywani codziennych spraw, które rozwiązywane bez udziału świadomości, prowadzą na ogół do pogarszania relacji w związku, a często do jego zerwania.
2 czerwca 2009
1 maja 2009
Kto powinien spełniać moje oczekiwania?
Wczoraj prowadziłam w pokoju sens na Polchacie czat poświęcony partnerstwu.
Sporą część rozmowy poświęciliśmy na temat: oczekiwania i potrzeby, które chcemy zaspakajać w związku z bliską osobą.
Oczekiwania mogą być różne (każdy z Was zresztą najlepiej wie jakie one mogą być :)). Natomiast jeśli ktoś nie wie (lub nie słyszał o tym, że można mieć jakieś oczekiwania), to przy okazji zachęcam do zastanowienia się nad nimi.
Może to być dla przykładu oczekiwanie dotyczące tego, by partner nie słuchał zbyt głośno telewizora.
W jaki sposób można zaspokoić takie oczekiwanie?
Jest tylko jeden sposób – wziąć odpowiedzialność za nie. I nie mam tu na myśli odpowiedzialności dotyczącej usiłowania zmienienia partnera.
Chodzi o wytworzenie w sobie poczucia, że to jest mój problem (to niezaspokojone oczekiwanie), a więc uświadomienie sobie, że to MI powinno zależeć na jego rozwiązaniu. Co stawia sprawę w innym świetle.
Często wydaje się, że jakiś problem dotyczy nas obu, że partner jest również odpowiedzialny za spełnienie moich oczekiwań.
Tak jednak nie jest i gdy będziemy liczyć na to, że partner przejmie inicjatywę , to możemy się przeliczyć. Partner ma najprawdopodobniej również swój osobisty zestaw oczekiwań, za który jest odpowiedzialny ON i jeśli ma już spełniać czyjeś oczekiwania to najprawdopodobniej będzie swoje.
Oczywiście po to łączymy się w pary, by wzajemnie pomagać sobie w zaspakajaniu swoich potrzeb (zwłaszcza tych, które trudno jest – lub jest to niemożliwe - zaspokoić w pojedynkę).
Warto o tym pamiętać i pomocne może być otwarte mówienie o nich i szukanie informacji, jak to wygląda u partnera. To jest postawa proaktywna. Jeśli zwracamy uwagę na potrzeby partnera, możemy mieć również większą pewność, że on zwróci na nasze. Ważne jednak by zrozumieć, że nie musi tego robić. Od jego chęci i motywacji będzie zależało jego zaangażowanie w usatysfakcjonowanie partnera.
Myślę, że skuteczną postawą w związku jest przede wszystkim skoncentrowanie się na wytworzeniu klimatu, który będzie sprzyjał wzajemnej motywacji, by robić coś dla siebie i mieć ochotę to robić. O ile będzie przyjemniej!
Sporą część rozmowy poświęciliśmy na temat: oczekiwania i potrzeby, które chcemy zaspakajać w związku z bliską osobą.
Oczekiwania mogą być różne (każdy z Was zresztą najlepiej wie jakie one mogą być :)). Natomiast jeśli ktoś nie wie (lub nie słyszał o tym, że można mieć jakieś oczekiwania), to przy okazji zachęcam do zastanowienia się nad nimi.
Może to być dla przykładu oczekiwanie dotyczące tego, by partner nie słuchał zbyt głośno telewizora.
W jaki sposób można zaspokoić takie oczekiwanie?
Jest tylko jeden sposób – wziąć odpowiedzialność za nie. I nie mam tu na myśli odpowiedzialności dotyczącej usiłowania zmienienia partnera.
Chodzi o wytworzenie w sobie poczucia, że to jest mój problem (to niezaspokojone oczekiwanie), a więc uświadomienie sobie, że to MI powinno zależeć na jego rozwiązaniu. Co stawia sprawę w innym świetle.
Często wydaje się, że jakiś problem dotyczy nas obu, że partner jest również odpowiedzialny za spełnienie moich oczekiwań.
Tak jednak nie jest i gdy będziemy liczyć na to, że partner przejmie inicjatywę , to możemy się przeliczyć. Partner ma najprawdopodobniej również swój osobisty zestaw oczekiwań, za który jest odpowiedzialny ON i jeśli ma już spełniać czyjeś oczekiwania to najprawdopodobniej będzie swoje.
Oczywiście po to łączymy się w pary, by wzajemnie pomagać sobie w zaspakajaniu swoich potrzeb (zwłaszcza tych, które trudno jest – lub jest to niemożliwe - zaspokoić w pojedynkę).
Warto o tym pamiętać i pomocne może być otwarte mówienie o nich i szukanie informacji, jak to wygląda u partnera. To jest postawa proaktywna. Jeśli zwracamy uwagę na potrzeby partnera, możemy mieć również większą pewność, że on zwróci na nasze. Ważne jednak by zrozumieć, że nie musi tego robić. Od jego chęci i motywacji będzie zależało jego zaangażowanie w usatysfakcjonowanie partnera.
Myślę, że skuteczną postawą w związku jest przede wszystkim skoncentrowanie się na wytworzeniu klimatu, który będzie sprzyjał wzajemnej motywacji, by robić coś dla siebie i mieć ochotę to robić. O ile będzie przyjemniej!
29 kwietnia 2009
Partnerstwo
„Ty uniesiesz mnie, ja uniosę ciebie i razem dotrzemy na górę.”
Temat zaufania będę jeszcze rozwijać. Z zaufaniem związana jest obecność drugiej osoby (bądź grupy osób). Dlatego będą pojawiać się tu również tematy dotyczące partnerstwa, przyjaźni, tak jak np. dziś - jako uzupełnienie tego tematu.
Człowiek poszukuje towarzysza, potrzebuje kogoś, z kim może dzielić chwile radości i smutku.
Ostatnio czytam książkę S. Coveya: „7 nawyków szczęśliwej rodziny”. To na co zwróciłam uwagę to spostrzeżenie, że do budowy owocnego związku z bliską osobą, potrzebne jest uświadomienie sobie i zdefiniowanie wspólnej misji. A więc ustalenie co jest ważne w naszym związku. Jak chcemy, by on wyglądał?
Takie spojrzenie w przyszłość ma za zadanie pomóc zwłaszcza w sytuacjach konfliktowych, gdy pojawiają się problemy wynikające najczęściej ze sprzecznych oczekiwań co do wzajemnych ról. Ta pomoc to po prostu dostrzeżenie, że jest coś ważniejsze od tego, by mieć racje za wszelką cenę. Jest coś ważniejsze, od ulegania chwilowym przypływom emocji.
Piszę „coś” gdyż to od partnerów zależy, co to będzie. Temu właśnie ma służyć ustalenie wspólnej misji, wspólnych celów.
Może to być tworzenie wspaniałej atmosfery, sprzyjającej rozwojowi . A więc relacji opartych na zaufaniu, akceptacji, szacunku, otwartości.
Może to być wychowanie swoich dzieci na mądrych, zaradnych ludzi.
Oto kilka pytań, które mogą być pomocne przy określaniu co jest ważne w związku:
1. Jakimi partnerami chcemy być?
2. Jak chcemy traktować się nawzajem?
3. Jakimi pragniemy być rodzicami?
Temat zaufania będę jeszcze rozwijać. Z zaufaniem związana jest obecność drugiej osoby (bądź grupy osób). Dlatego będą pojawiać się tu również tematy dotyczące partnerstwa, przyjaźni, tak jak np. dziś - jako uzupełnienie tego tematu.
Człowiek poszukuje towarzysza, potrzebuje kogoś, z kim może dzielić chwile radości i smutku.
Ostatnio czytam książkę S. Coveya: „7 nawyków szczęśliwej rodziny”. To na co zwróciłam uwagę to spostrzeżenie, że do budowy owocnego związku z bliską osobą, potrzebne jest uświadomienie sobie i zdefiniowanie wspólnej misji. A więc ustalenie co jest ważne w naszym związku. Jak chcemy, by on wyglądał?
Takie spojrzenie w przyszłość ma za zadanie pomóc zwłaszcza w sytuacjach konfliktowych, gdy pojawiają się problemy wynikające najczęściej ze sprzecznych oczekiwań co do wzajemnych ról. Ta pomoc to po prostu dostrzeżenie, że jest coś ważniejsze od tego, by mieć racje za wszelką cenę. Jest coś ważniejsze, od ulegania chwilowym przypływom emocji.
Piszę „coś” gdyż to od partnerów zależy, co to będzie. Temu właśnie ma służyć ustalenie wspólnej misji, wspólnych celów.
Może to być tworzenie wspaniałej atmosfery, sprzyjającej rozwojowi . A więc relacji opartych na zaufaniu, akceptacji, szacunku, otwartości.
Może to być wychowanie swoich dzieci na mądrych, zaradnych ludzi.
Oto kilka pytań, które mogą być pomocne przy określaniu co jest ważne w związku:
1. Jakimi partnerami chcemy być?
2. Jak chcemy traktować się nawzajem?
3. Jakimi pragniemy być rodzicami?
24 kwietnia 2009
Zaufanie - czym jest?
Czym jest zaufanie?
Dla mnie zaufanie to pewność, że osoba, która jest nim obdarzona, nie działa przeciwko mnie. Tak zdefiniowałabym je jednym zdaniem.
Co oznacza, że ktoś nie działa przeciwko mnie?
To znaczy, że nie podejmuje działań przyczyniających się do jakiejkolwiek mojej straty (nie okrada, nie obgaduje, nie niszczy mojej własności itp.).
Mając zaufanie do kogoś, wiem, że mogę z nim rozmawiać na tematy dla mnie ważne i nie spotkam się z drwiną, złośliwością, brakiem reakcji. Mogę być otwarta, szczera, naturalna.
Nie mając do kogoś zaufanie na ogół wyczuwa się jakąś dzielącą granicę, która uniemożliwia bycie w 100% sobą.
Czym dla Was jest zaufanie?
W kolejnych wpisach zastanowimy się nad tym, w jaki sposób buduje się zaufanie.
Dla mnie zaufanie to pewność, że osoba, która jest nim obdarzona, nie działa przeciwko mnie. Tak zdefiniowałabym je jednym zdaniem.
Co oznacza, że ktoś nie działa przeciwko mnie?
To znaczy, że nie podejmuje działań przyczyniających się do jakiejkolwiek mojej straty (nie okrada, nie obgaduje, nie niszczy mojej własności itp.).
Mając zaufanie do kogoś, wiem, że mogę z nim rozmawiać na tematy dla mnie ważne i nie spotkam się z drwiną, złośliwością, brakiem reakcji. Mogę być otwarta, szczera, naturalna.
Nie mając do kogoś zaufanie na ogół wyczuwa się jakąś dzielącą granicę, która uniemożliwia bycie w 100% sobą.
Czym dla Was jest zaufanie?
W kolejnych wpisach zastanowimy się nad tym, w jaki sposób buduje się zaufanie.
22 kwietnia 2009
Inspiracja z komentarza
Lubię poczucie humoru. Jest to jeden z darów, które posiada tylko człowiek. Tak to ładnie określił S. Covey w "Siedmiu nawykach szczęśliwej rodziny".
Przed chwilką zamieściłam wpis, w którym wyjaśniłam jakie tematy będę tutaj poruszać. Zaraz po tym dostałam w komentarzu pytanie: czy następny wpis pojawi się w 2010 roku?
W pierwszej chwili pomyślałam, że to lekko złośliwa uwaga.
Zaraz jednak pojawiła się refleksja. No tak, skąd autor tego komentarza ma mieć zaufanie do mnie, skoro faktycznie przerwa na moim blogu była długa. Więc nic dziwnego, że takie myśli mogą się pojawić.
Postanowiłam podejść jednak do tego z poczuciem humoru (a więc zbytnio nie przejmować się komentarzem. :) Zresztą sam fakt, że ktoś zagląda do mojego bloga jest wystarczająco pozytywny, by przyjąć z honorem tę uwagę. :)
Dziękuję przy okazji wszystkim, którzy pod moją nieobecność tutaj zaglądali i zostawili ślad po sobie lub nie zostawili, ale tu byli.
Gdy będę planować jakąś większą przerwę, poinformuję Was o niej. A za tę która była – przepraszam.
Komentarz dzisiejszy zainspirował mnie również , by rozwinąć na początek temat zaufania, który jest ważnym tematem w kontaktach z ludźmi.
Więc najbliższy wpis będzie o zaufaniu.
P.S. pozdrowienia dla pana Ryszarda z Poznania. :)
Przed chwilką zamieściłam wpis, w którym wyjaśniłam jakie tematy będę tutaj poruszać. Zaraz po tym dostałam w komentarzu pytanie: czy następny wpis pojawi się w 2010 roku?
W pierwszej chwili pomyślałam, że to lekko złośliwa uwaga.
Zaraz jednak pojawiła się refleksja. No tak, skąd autor tego komentarza ma mieć zaufanie do mnie, skoro faktycznie przerwa na moim blogu była długa. Więc nic dziwnego, że takie myśli mogą się pojawić.
Postanowiłam podejść jednak do tego z poczuciem humoru (a więc zbytnio nie przejmować się komentarzem. :) Zresztą sam fakt, że ktoś zagląda do mojego bloga jest wystarczająco pozytywny, by przyjąć z honorem tę uwagę. :)
Dziękuję przy okazji wszystkim, którzy pod moją nieobecność tutaj zaglądali i zostawili ślad po sobie lub nie zostawili, ale tu byli.
Gdy będę planować jakąś większą przerwę, poinformuję Was o niej. A za tę która była – przepraszam.
Komentarz dzisiejszy zainspirował mnie również , by rozwinąć na początek temat zaufania, który jest ważnym tematem w kontaktach z ludźmi.
Więc najbliższy wpis będzie o zaufaniu.
P.S. pozdrowienia dla pana Ryszarda z Poznania. :)
Po przerwie
Nadeszła w końcu ta wiekopomna chwila. Pojawił się nowy wpis, po prawie rocznej (!) przewie.
Przyznam szczerze, że czuję lekkie zakłopotanie, gdyż wygląda na to, że zupełnie zapomniałam o tym blogu.
Faktycznie zapomniałam o nim, tak jak często się zapomina o swoim zdrowiu, myśląc o bieżących sprawach i nie zwracając uwagi na to, że coraz bardziej je zaniedbujemy. Tak ja zaniedbałam swojego bloga.
Zastanawiając się nad tym, o czym chcę piać dalej w tym blogu (i czy dalej go prowadzić), doszłam do wniosku, że nie będę na razie poruszać tematów związanych bezpośrednio ze zdrowiem fizycznym, opisując zagrożenia, które niosą ze sobą różne choroby.
Myślę, że oczywisty wydaje się fakt, że zdrowie kobiety to w dużym stopniu zdrowe (a więc udane i satysfakcjonujące) relacje z ludźmi. Zwłaszcza bliskimi. Chcę zamieszczać tutaj (mniej więcej raz na tydzień) wpisy dotyczące tej tematyki.
Przyznam szczerze, że czuję lekkie zakłopotanie, gdyż wygląda na to, że zupełnie zapomniałam o tym blogu.
Faktycznie zapomniałam o nim, tak jak często się zapomina o swoim zdrowiu, myśląc o bieżących sprawach i nie zwracając uwagi na to, że coraz bardziej je zaniedbujemy. Tak ja zaniedbałam swojego bloga.
Zastanawiając się nad tym, o czym chcę piać dalej w tym blogu (i czy dalej go prowadzić), doszłam do wniosku, że nie będę na razie poruszać tematów związanych bezpośrednio ze zdrowiem fizycznym, opisując zagrożenia, które niosą ze sobą różne choroby.
Myślę, że oczywisty wydaje się fakt, że zdrowie kobiety to w dużym stopniu zdrowe (a więc udane i satysfakcjonujące) relacje z ludźmi. Zwłaszcza bliskimi. Chcę zamieszczać tutaj (mniej więcej raz na tydzień) wpisy dotyczące tej tematyki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)